Header

Zdjęcia

Maj 16th, 2012 | Posted by Elżbieta Bazgier in Zdjęcia - (0 Comments)

Korespondencja od  specjalnej wysłanniczki TOZ-u do Stanów Zjednoczonych Tamary Gujskiej-Szczepańskiej

Amerykański rakun to nasz szop-pracz, pochodzący z Ameryki Północnej.
Te sympatyczne stworzonka występują tu blisko domostw, jak nasze jeże czy krety,
ale żyją w symbiozie z ludźmi. Nikomu nie przeszkadzają , mimo, że trochę psocą
nie są tępione i nikt nie zastawia  na  nie żadnych pułapek.
Rakun prowadzi nocny try życia. Wtedy poluje na drobne gryzonie, ryby, owady,
ale połowę jego pożywienia stanowi pokarm roślinny.
Pod osłoną nocy rakuny potrafią się  zakraść do otwartego garażu,
poczęstować zapasami, a częściej rozprawiczyć worek ze śmieciami
i znaleźć jakąś interesującą resztkę jedzenia.
Rakuny żyją w pobliżu zbiorników wodnych. Świetnie pływają,
wspinają  się na drzewa. Potrafią zakładać gniazda w dziuplach i norach.
Na zdjęciu mama rakun dała się podejść od tylu podczas przenoszenia małego rakuna w inne miejsce.

 

„Ja bym prosił ten kawałek bez chilli…”

 

„Ordnung muss sein!” – psia toaleta w parku w Dreźnie.

 

Najważniejszy jest rodzinny spokój

 

 

„WSZĘDZIE TE TWOJE KŁAKI! MÓGŁBYŚ PO SOBIE SPRZĄTAĆ!

 

 

DWOJE PRZYJACIÓŁ

ANGIELSCY DŻENTELMENI

Maj 15th, 2012 | Posted by Elżbieta Bazgier in Filmy - (0 Comments)

Dla miłośników bokserów, i nie tylko :)

http://www.milanos.pl/vid-41194-Boxer-kontra-sarna.html

A to o nieodkrytych zdolnościach naszych kotów:

http://deser.pl/deser/1,111858,10845970,HIT_SIECI__Kot_Stewie_blyskawicznie_usypia_placzace.html

Zabawny filmik o tym, że w świecie pingwinów też są indywidualiści:

Emperor Penguin leads the pack with a faceplant

DLACZEGO COAPE?

Behawiorysta jest ambasadorem zwierząt w świecie ludzi. Naszą misją jest pogodzić te dwa światy z poszanowaniem natury zwierzęcia, bez stosowania przemocy, bez kolczatek, kar fizycznych i  łamania charakterów. Dążymy do tego, by dla człowieka kontakt ze zwierzakiem by źródłem satysfakcji, a nie kłopotem i udręką, jak się czasem zdarza. Zwykle potrzebny jest kompromis: i człowiek, i zwierzę muszą dokonać jakichś zmian w swoim zachowaniu, dopasować się do siebie. Ale czasem niewielkie zmiany wystarczą, by zwierzak stał się szczęśliwszy, a rodzina miała więcej radości z jego posiadania. Wielu naszych klientów z prawdziwą ulgą przyjmuje fakt, że wcale nie musi walczyć ze swoim psem o to, kto rządzi w domu, tylko może się z nim dogadać. Wreszcie będziecie mogli puszczać psy przodem przez drzwi, przegrywać z nimi w zabawie w przeciąganie liny i dawać im jeść zanim sami usiądziecie do stołu bez obawy, że waszym psom przewróci się w głowie i będą chciały was zdominować! Psy to istoty społeczne, życie w grupie jest dla nich najważniejsze i zależy im na pokojowym porozumieniu z nami. Trzeba tylko znaleźć do nich klucz.

Stowarzyszenie Behawiorystów i Trenerów COAPE jest największą organizacją w Wielkiej Brytanii zrzeszającą wykwalifikowanych trenerów i behawiorystów. Aby uzyskać uprawnienia behawiorysty COAPE trzeba odbyć roczny intensywny kurs prowadzony przez najwyższej klasy fachowców w dziedzinie psychologii, etologii i szkolenia zwierząt domowych, zakończony egzaminem. Od 2008 roku uprawnienia COAPE można zdobyć także w Polsce i od tego czasu uzyskało je kilkadziesiąt osób. Ich lista znajduje się na stronie www.behawioryscicoape.pl

Zawód „psiego” lub „kociego psychologa” staje się coraz bardziej popularny, ale wiele osób zajmujących się tą dziedziną posiada przestarzałą lub bardzo powierzchowną wiedzę lub nie spełnia etycznych standardów. Behawiorysta COAPE dysponuje wiedzą opartą na najnowszych badaniach naukowych z zakresu psychologii zwierząt towarzyszących, teorii uczenia się, neurofizjologii, dietetyki. Wielu z naszych członków to także szkoleniowcy i trenerzy. Możecie Państwo liczyć na  pomoc w takich niepożądanych zachowaniach Waszych pupili jak np. ciągnięcie na smyczy, agresja, ucieczki, niszczenie przedmiotów, problemy z samotnym zostawianiem w domu, załatwianie potrzeb fizjologicznych w niewłaściwych miejscach, znaczenie terenu, konflikty na linii pies – pies, pies – człowiek, pies – kot. Jak wygląda typowa wizyta behawiorysty? Po nawiązaniu kontaktu z wybraną osobą umawiacie się Państwo na konsultację. Odbywa się ona w miejscu, w którym mieszka zwierzę. Telefonicznie można uzyskać jedynie bardzo ogólne informacje, które mogą być niewystarczające w konkretnym przypadku. Podczas wizyty behawiorysta będzie obserwował zwierzaka i zada Państwu wiele szczegółowych pytań. Taka wizyta zwykle trwa godzinę, dwie. Następnie dostaniecie Państwo wskazówki, jak poradzić sobie z problemem. Problemy ze zwierzakami powtarzają się, ale nie ma dwóch identycznych przypadków choćby dlatego, że każdy pies czy kot żyje w innej rodzinie. Behawiorysta postara się dobrać metody do Państwa sytuacji i realnych możliwości. Po wizycie otrzymacie Państwo jej podsumowanie na piśmie. Następnie pozostajecie Państwo w kontakcie telefonicznym lub mailowym, a jeśli jest taka potrzeba, umawiacie się na kolejne wizyty. Ważne jest, że behawiorysta COAPE współpracuje z lekarzem weterynarii i jeśli jest taka potrzeba, wspólnie ustalają kierunek terapii.

 

Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami w Milanówku z satysfakcją powitało nowelizację Ustawy o Ochronie Zwierząt, którą sejm przyjął w sierpniu. Jako organizacja pozarządowa przysłuchiwaliśmy się pracom Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt, widzieliśmy, ile mądrych i wrażliwych osób zaangażowało się w prawną ochronę ich dobrostanu. Nowa ustawa m.in. ogranicza przetrzymywanie psa na łańcuchu do 12 godzin na dobę i każe wydłużyć ten łańcuch do przynajmniej 3 metrów. Dobre i to! Następnie zakazuje przycinania psom ogonów i uszu, zakazuje odstrzeliwania wędrujących po łowiskach zwierząt domowych (ten przepis był nadużywany przez myśliwych, którzy odstrzeliwali psy, które np. z jakichś powodów opuściły swoje zagrody lub nawet spacerujące  wolno ze swoimi właścicielami). Zwiększa kary za znęcanie się nad zwierzętami. Zakazuje transportu żywych ryb bez wody. Jest więc szansa, że przed Bożym Narodzeniem nie będziemy narażeni na obserwowanie agonii karpi w plastikowych siatkach sprzedawanych na targu. Oby ustawa jak najszybciej weszła w życie i była egzekwowana!

Nowa ustawa nakłada także na gminy obowiązek finansowania opieki nad bezdomnymi zwierzętami oraz sterylizowania ich. Spodziewamy się więc wzrostu nakładów na sterylizowanie zwierząt oraz że rozpoczęta przez nasz TOZ akcja czipowania będzie kontynuowana przez miasto.

Większość mieszkańców Milanówka to miłośnicy zwierząt. W porównaniu z innymi gminami nie mamy zbyt wielu interwencji w sprawie znęcania się nad zwierzętami. Przeciwnie, jest mnóstwo osób, które dokarmiają bezdomne psy i koty, szukają im domów, prowadzą na zabiegi sterylizacji. Robią to bez rozgłosu, po cichu, z ludzkiego obowiązku wobec naszych braci mniejszych. Tym osobom przypominamy, że w miarę naszych możliwości pomożemy, np. wesprzemy karmą, pomożemy w szukaniu domów itd.

Wciąż jednak dzieją się u nas rzeczy, które kłócą się z ideą miasta-ogrodu. Myślę między innymi o pokazach ogni sztucznych. Do odpalania fajerwerków od lat staramy się zniechęcić pana burmistrza, na razie bezskutecznie. Ale w tym roku pojawiły się już pierwsze zwiastuny, że idzie na lepsze! Największy sponsor sztucznych ogni na Dzień Milanówka po naszych naciskach wycofał się z finansowania tego wątpliwej klasy widowiska.

Chciałam przypomnieć, że zwierzęta (psy, koty, ptaki, sarny kryjące się na obrzeżach Milanówka) bardzo źle znoszą takie przedstawienia. Np. dla psów te wysokie, piskliwe dźwięki które towarzyszą odpalaniu petard brzmią wielokrotnie głośniej niż dla nas, ludzi. One je bolą! Odbierają je jako atak na siebie tym groźniejszy, że zaskakujący, niespodziewany. Wielokrotnie widziałam ogłupiale, przerażone psy które uciekały ze swoich posesji przed siebie. Nasz TOZ ratował też takie zwierzęta, dawał im schronienie. Uważamy, że miasto powinno jak najszybciej zaniechać tych imprez, a jeśli już je tak bardzo kocha, to wybierać fajerwerki bezhukowe. Tak jest humanitarnie, ekologicznie i zgodnie ze światowymi trendami.

Nikt z nas już nie pamięta, dlaczego małego czarnego kotka z niewinna minką nazwaliśmy Pazuzu. Pazuzu to demon z mitologii sumeryjskiej. Jako demon południowo-zachodnich wiatrów sprowadzał plagi głodu, szarańcze i sezonowe susze. Ale w niektórych wierzeniach spełniał tez pozytywną rolę: chronił przed działaniem innych demonów.

Chyba po prostu spodobało nam się to słowo: jakąś taką dzikość ma w sobie, nieokiełzanie i drapieżność. Lekarz wpisując kocicę do komputera spytał „Jak? Pazura?”. No właśnie…

Z zadomowieniem się Pazuzu w naszym domu wiąże się małe zamieszanie. Kotek urodził się w domu Iwony, mojej sąsiadki, jego mamą była Samanta, ojciec – jak to u kotów wychodzących na zewnątrz, nieznany.

Pazuzu były niewielkim kotem, miłym, niekłopotliwym, nie bardzo rozbrykanym, nie narzucającym się. Taki w sam raz. Przez naszych gości często był brany za kotkę. Ktoś spytał raz i drugi „o, jaka sympatyczna kociczka, jak ma na imię?”. „To kot! – mówiłam oburzona. – Nazywa się Pazuzu!”

Ale pewnego dnia, a kot miał już jakieś 8-9 miesięcy, nagle coś mnie tknęło. 6-letnia Gaba spytała „czy Pazuzu-kot  może mieć dzieci. Może zostać ojcem?”. W jednej chwili zrozumiałam, co z Pazuzu jest nie tak. Dlaczego jest taki drobny i dlaczego na wiosnę utył podczas gdy wszystkie nasze koty zawsze chudły? Podeszłam i pomacałam go po brzuchu. Zajrzeliśmy pod ogon. Nie było wątpliwości.

Jak to się stało, że tyle osób: właścicielka, lekarz no i my tego nie zauważyliśmy??? Co prawda, nie byliśmy bardzo dociekliwi, w pełni uwierzyliśmy, że to kot. Płeć u małych kotków bywa trudna do określenia. W tym wypadku pomyliło się kilka osób. Więc jednak coś niezwykłego ten Pazuzu (od teraz ta Pazuza) w sobie miał!

Ale to koniec jej demoniczności. Żadnych plag ani klęsk na nas nie sprowadziła. Natomiast skutecznie chroniła nas przed innymi demonami – myszami. Po dwóch tygodniach urodziła pięć kociaków, które udało się wydac w dobre ręce. Jednego zostawiliśmy – to była Pura, prawie klon matki, która towarzyszyła nam przez trzynaście lat. Obie kocice stanowiły mocną zaporę przeciwko gryzoniom. Bo tak jak psy w naszym domu mogą wieźć próżniacze życie, wobec kotów jest wyraźne oczekiwanie: mają bronić dom przed gryzoniami. Parterowy dom, pola w sąsiedztwie. Jesień bez kota w domu oznacza, ze będziemy się dzielić zasobami w spiżarni z myszami. Już to kiedyś ćwiczyliśmy, więcej nie chcemy.

Pazuza zgrabnie wtopiła się w nasz dom. Była mało kłopotliwa. Nie chorowała, nie grymasiła, od czasu do czasu przynosiła nam na próg swoje trofea, ale większości, jak sądzę, pozbywała się dyskretnie przez porzucenie lub konsumpcję. Nie przepadała za gośćmi, zwłaszcza gdy towarzyszyły im psy – chowała się, gdy tylko usłyszała silnik samochodu i wychodziła, kiedy zniknęli. Kazała się wtedy karmić, ocierała się i mruczała, z odrobiną jakby pretensji w głosie. Wiele z nami zniosła: między innymi całkowitą przebudowę domu, liczne remonty, zburzenie i zbudowanie na nowo jej ulubionej kryjówki – garażu, niezliczone likwidacje hodowli myszy wskutek ciągłych prac w ogrodzie. Oraz próby dokooptowania do domu innych kotów, których nigdy nie zaakceptowała. Tylko raz, podczas dobudowywania części domu zniknęła na tydzień. Nie wiem, gdzie się kryła, gdzie mieszkała. Było lato, wiec pewnie poradziła sobie w terenie. Zrobiła sobie wakacje :)

Ostatnio Pazuza bardzo się rozgadała. Wciąż miauczała, mruczała, czegoś od nas chciała. Prowadziła nas do kuchni, ale nie jadła tego, co dostawała. Zmieniliśmy jej karmę na bardziej wyrafinowaną – było lepiej. Czasem nie chodziło o jedzenie, tylko o szczotkowanie. Wydrapana, wyczesana, odbiegała ożywiona, z uniesionym ogonem i na jakiś czas był spokój. Szczególną więź miała z Wojtkiem, to do niego zwracała się tym swoim „I-aaa, i-aaa”.

W nocy często spała z nami w łóżku, mruczała. Nad ranem kazała się wypuszczać – wiadomo, rano się budzą gryzonie, musiała patrolować ogród. Podchodziła do ucha i mówiła jak najwyraźniej „I-uuu” – aż któreś z nas się obudziło i otworzyło drzwi na taras.

Wyjechaliśmy na trzy dni na majówkę, zwierzęta zostały w domu z dziećmi. Niczego im nie brakowało, już nieraz zostawały z częścią rodziny. Nasze zwierzęta mają swoje ulubione osoby w rodzinie, ale kiedy ta osoba znika, nie cierpią, nie tęsknią. Przynajmniej tego nie okazują.

No i Pazuza zniknęła. Od tego czasu minęły dwa tygodnie. Już nie czekamy, aż wróci. Wolę nie myśleć, co się stało. Miała 14 lat – refleks już nie ten, zmysły nie takie ostre… Może więc coś złego jej się przytrafiło, a może po prostu poszła umrzeć, jak stary Indianin, gdzieś na odludziu… Korzystając z okazji, że jej ukochany Pan zniknął, więc oszczędzi sobie i jemu smutnego pożegnania.

 

UWAGA: DWIE GODZINY PO NAPISANIU TEGO TEKSTU KOCICA WRÓCIŁA. CHUDA, BRUDNA, GŁODNA JAK JESZCZE NIGDY I OBLEPIONA KLESZCZAMI, ALE ZDROWA. CHYBA JĄ PRZYWOŁAŁAM :) ))) WIELKA RADOŚĆ W DOMU, DRŻYJCIE MYSZY :) )))

FRUWAJĄCE KOTY

Maj 8th, 2012 | Posted by Elżbieta Bazgier in Porady lekarza - (0 Comments)

Na początku maja nasz kot Bojkot wypadł przez okno z ósmego piętra. Wykorzystał chwilę naszej nieuwagi, wskoczył na parapet, poślizgnął się, przez ułamek sekundy próbował jeszcze uczepić się pazurami metalowego parapetu. I spadł.

Bijemy się w piersi – cała wina jest po naszej stronie. Nie zabezpieczyliśmy niczym okna, nie zamontowaliśmy metalowej kratki w oknie. Wydawało nam się, że kontrolujemy kota. Łudziliśmy się, że instynkt nie pozwoli mu spaść. Że ma kot ten swój koci rozum, że czuje, że to wysoko. Niestety, jego żywiołowy temperament przeważył nad rozumem, instynktem oraz naszą wyobraźnią.

Kot przeżył, co więcej – nie doznał większych obrażeń.

Siedząc u weterynarza z naszym niedoszłym samobójcą Bojkotem, dowiedzieliśmy się wielu ciekawych i ważnych rzeczy. Na przykład tego, że jego ocalenie to nie tylko cud i niezwykły przypadek. To młody kot, więc jego kości i połączenia między nimi są wciąż miękkie, elastyczne. Dlatego nie złamał sobie nawet żeber czy mostka. Po drugie, jest lekki, w dobrej formie. Im cięższy kot, tym większa siła uderzenia, więc i łatwiej o złamania. Nie znaczy to wcale, że młode i szczupłe koty mogą spadać z okna. Ale jeśli wypadnie starszy i grubszy, to jego szanse przeżycia maleją.

Nasz kot wyszedł cało z upadku także dlatego, że ostatnio niewiele zjadł i mało wypił. Gdyby jego pęcherz byłby pełny, na pewno pękłby przy takim uderzeniu. Duże znaczenie miało też podłoże na jakim wylądował (trawa), oraz brak anten i drutów na trasie lotu. Szczęście w nieszczęściu!

Długo dziwiliśmy się, jakim cudem upadek z ósmego piętra nie zrobił większego wrażenia na kocie Bojkocie. Lekarz jednak powiedział, że właśnie fakt, że było to ósme piętro, miało pewne znaczenie. Okazuje się, że upadek z dużej wysokości bywa mniej groźny od upadku z pięter niższych! Trzeba o tym pamiętać mieszkając na trzecim, czwartym czy piątym piętrze. Owszem, upadek z wyższego piętra to silniejsze uderzenie. Ale wtedy kot ma dużo czasu, by dokładnie przygotować się do upadku. Koty wypadające z niższych pięter często ulegają poważnym złamaniom, mają poważne obrażenia wewnętrzne i w efekcie często nie przeżywają. Nie mają czasu, by ułożyć się w locie do lądowania. Dlatego, nawet gdy mieszkamy na niższych piętrach, nie wolno nam ignorować ryzyka!

Opowiedzieliśmy lekarzowi jeszcze jedną przygodę naszego kota. Któregoś dnia wróciłam do mieszkania i zastałam Bojkota po drugiej stronie… zamkniętego okna! No, nie tyle zamkniętego, co uchylonego. Pełna pretensji zadzwoniłam do mojego chłopaka. Jak mógł przed wyjściem zamknąć kota na parapecie?! Okazało się jednak, że kot sam wyskoczył na drugą stronę. Ale miał szczęście, że przy tym nie wypadł! Lekarz zauważył jednak, że kotu groziło znacznie większe niebezpieczeństwo niż upadek. O ile zdarza się, że koty przeżywają upadki, to rzadko udaje się uratować kota, który zaklinował się w oknie.

A to podobno częsty scenariusz. Nieprzezorni miłośnicy kotów zostawiają uchylone okna. No, kot nie wyjdzie, myślimy sobie, a wpuścimy trochę powietrza. Znudzony kot podczas nieobecności właściciela próbuje wyskoczyć na drugą stronę przez szparę i często bywa, że klinuje się w oknie. Ponieważ uchylone okno ma kształt litery V, z każdym szarpnięciem jego ciało zapada się coraz głębiej w szczelinę. Jeśli właściciel szybko nie wydostanie kota, zostaje odcięty dopływ tlenu do tylnych partii ciała. Szybko wdaje się martwica. Pozostaje zwierzę już tylko uśpić, jak najszybciej, żeby się nie męczyło. Taka historia zdarzyła się wielu kotom.

 

Kot Bojkot wypadł z 8 piętra. Na jego skórze przekonaliśmy się, że koty NAPRAWDĘ wypadają i NAPRAWDĘ wyskakują przez uchylone okna. Niezależnie od piętra na którym mieszkamy, musimy zabezpieczać parapety.

 

PAMIĘTAJ:

Na zewnętrzny parapet wypuszczamy kota tylko i wyłącznie wtedy, kiedy zainstalowana jest szczelna i solidna kratka na całej długości i szerokości okna. Moskitiera odpada: koty natychmiast zaczynają się po niej wspinać, słaby materiał nie wytrzymuje i … fruwaj, kocie! A upadek kota owiniętego taką moskitierą przeważnie jest śmiertelny.

Nawet najspokojniejszy kot może wypaść przez okno.

Uchylone okno jest dla kota śmiertelnym niebezpieczeństwem. Kot bowiem klinuje się w szparze miedzy oknami i szarpiąc się nerwowo uszkadza sobie narządy wewnętrzne.

Upadek z niższego piętra jest tak samo ryzykowny (a nawet bardziej) niż upadek z dużej wysokości. Bowiem spadając z wyższego piętra kot ma szansę przygotować się do lądowania i spaść na przysłowiowe cztery łapy.

Dziękuję panu doktorowi Jackowi Biernackiemu z przychodni Elwet (www.elwet.pl) w Warszawie za fachową opiekę nad kotem, cenne rady i wskazówki. Gabrysia Jóźwiak

8 maja w okolicach Wspólnej i Podgórnej ktoś strzelał z wiatrówki do starego psa i dotkliwie go poranił. TOZ poszukuje świadków, którzy mogliby pomóc we wskazaniu sprawcy tego zdarzenia. Za wskazanie sprawcy nagroda.

Jesteśmy głęboko oburzeni przejawami takiego bestialstwa i nie zamierzamy go tolerować. Nie jest to pierwszy ani odosobniony przypadek strzelania do zwierząt. Nasi lekarze mogą coś o tym powiedzieć: wielokrotnie operowali psy i koty wyjmując z ich ciał śrut – jeśli jeszcze było kogo operować.

Przypominamy, że w naszym kraju obowiązuje Ustawa o Ochronie Zwierząt. Artykuł 1 tej ustawy mówi:

ZWIERZĘ, JAKO ISTOTA ZDOLNE DO ODCZUWANIA CIERPIENIA, NIE JEST RZECZĄ. CZŁOWIEK JEST MU WINIEN POSZANOWANIE, OCHRONĘ I OPIEKĘ.

Artykuł 6 pkn 1

- ZABRANIA SIĘ ZABIJANIA ZWIERZĄT (ustawodawca przytacza wyjątki, w których nie ma jednak psów i kotów chodzących luzem po ulicy)

Artykuł 6 pkn.1a

_ ZABRANIA SIĘ ZNĘCANIA NAD ZWIERZĘTAMI. PRZEZ ZNĘCANIE SIĘ NALEŻY ROZUMIEĆ ZADAWANIE BÓLU LUB CIERPIEŃ, A W SZCZEGÓLNOŚCI UMYŚLNE ZRANIENIE LUB OKALECZENIE ZWIERZĘCIA NIE STANOWIĄCE DOZWOLONEGO PRAWEM ZABIEGU.

Za wystąpienie przeciwko tej ustawie grozi grzywna, kara ograniczenia lub pozbawienia wolności do roku.

TOZ w Milanówku dokłada wszelkich starań, by nasze miasto było przyjazne dla zwierząt. Namawiamy wszystkich Państwa (a większość naszych mieszkańców to osoby wrażliwe na los zwierząt) do solidarnego przeciwstawiania się takim aktom bestialstwa. W przypadku ich zauważenia proszę bezzwłocznie zawiadomić Straż Miejską oraz zarząd TOZ-u (www.tozwierzaki.pl). Proszę traktować znęcanie się nad zwierzętami na równi  z tak oczywistymi przestępstwami jak kradzież, rabunek, napad itd. Jeśli wszyscy będziemy reagować na takie przypadki, sprawcy przestaną być bezkarni.

 

Suczka biszkoptowy labrador, wiek 6 msc, z rodowodem, szuka odpowiedzialnego domu, najchętniej u miłośnika tej rasy. Obecni właściciele zdecydowali się oddać psa, ponieważ nie radzą sobie jednocześnie z młodym psem i malutkim dzieckiem. Kontakt: renatagalazka@op.pl 

Z RADOŚCIĄ INFORMUJEMY, ŻE SUCZKA ZNALAZŁA JUŻ DOM U MIŁOŚNIKÓW I ZNAWCÓW TEJ RASY.

Niewielki, kudłaty,

czarno-podpalany, spokojny.

Znaleziony w Milanówku.

Czeka na swego właściciela

w schronisku w Milanówku

Ul. Brwinowska 48

Tel.  724 82 05, 509 441 902

Imię psa w schronisku: „Goldi”goldi

Znaleziono suczkę

Kwiecień 19th, 2012 | Posted by Elżbieta Bazgier in Forum | Zwierzak szuka domu - (0 Comments)

 

Niewielka, kudłata suczka,
Czarno-podpalana.
Znaleziona w kwietniu w Milanówku.
Czeka na swego właściciela
W schronisku w Milanówku
Ul. Brwinowska 48
Tel. 724 82 05, 509 441 902
Imię suczki w schronisku: „Foksi”.

foxi 2